Dolny Śląsk w oku kamery

Lubomierz, Wałbrzych, Goszcz czy Świdnica to dolnośląskie miasta, w których wielokrotnie pojawiały się ekipy filmowe. Co takiego ma w sobie ten region, że przyciąga filmowców? Jak reżyserzy przedstawiają Dolny Śląsk w swoich filmach? Odpowiedzi na te pytania można znaleźć w książce „Nikt nie woła, każdy pamięta. Filmowy Dolny Śląsk”.

Ponad 400-stronicowa książka to zapis podróży Lecha Molińskiego i Jerzego Wypycha po Dolnym Śląsku. Autorzy przemierzają miasta i miasteczka, które można zobaczyć w filmach. Tytuł książki to oczywiste odwołanie do filmu „Nikt nie woła” (1960) w reżyserii Kazimierza Kutza. Akcja filmu toczy się w Bystrzycy Kłodzkiej. Również tam powstawała m.in. „Baza ludzi umarłych” czy „Sezon na leszcza” w reżyserii Bogusława Lindy. Co ciekawe, aktor jest dyrektorem artystycznym Festiwalu Aktorstwa Filmowego, który odbywa się właśnie w Bystrzycy.

Dolnośląskie miasta często wykorzystywane są jako filmowe lokalizacje niemieckich produkcji. Przykładem może być Legnica, która kilkukrotnie „zagrała” Berlin. Z drugiej strony filmowcy często sięgali po historię „Małej Moskwy”. Samo określenie spopularyzował Waldemar Krzystek, którego film pod tym właśnie tytułem w 2008 roku zwyciężył na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. Ważnym elementem książki są fotografie Jerzego Wypycha, które tworzą subiektywny obraz regionu i tłumaczą, skąd bierze się fascynacja tymi miejscami u filmowców.

W książce próżno jednak szukać Więcej…

Oryginalny wpis: Dolny Śląsk w oku kamery