Dotfilm.tv Podcast #1 Ars Visa i WFO w Kinie Polonia

Dotfilm.tv prezentuje wywiady z autorami najlepszych filmów krótkometrażowych z przeglądu „Nakręceni 2014”. Seans i rozmowy odbyły się w Kinie Polonia w Łodzi, „Nakręceni 2014” to impreza odbywająca się w Bełchatowie. Łącznikiem dla pokazów są ludzie – twórcy i organizatorzy festiwalu czyli filmowcy i filmoznawcy członkowie Stowarzyszenia Ars Visa działającego przy Wytwórni Filmów Oświatowych w Łodzi oraz osoby związane z Łódzką Szkoła Filmową oraz Filmoznawstwem na Uniwersytecie Łódzkim.

Relacja audio czyli podcast przygotowany przez Sławomira Kalwinka

 

 

Krótkie przypomnienie, notka o imprezie w Kinie Polonia w Łodzi:

Naszą akcję zaczynamy od Łodzi. Już 2 stycznia (piątek) o godzinie 17 w reaktywowanym niedawno Kinie Polonia (ul. Piotrkowska 67) odbędzie się pokaz 11 wyróżnionych filmów krótkometrażowych. Oprócz projekcji przewidujemy także spotkania z twórcami oraz dyskusję z widzami.
Oczywiście liczymy na to, że naszą inicjatywą zainteresują się przedstawiciele innych kin oraz ośrodków kultury. Wszystkich chętnych do współpracy prosimy o kontakt ze Stowarzyszeniem.
W formie zachęty prezentujemy poniżej krótkie opisy/”recenzje” nagrodzonych i wyróżnionych przez Jury filmów.

Vanitas
Pomimo iż film odwołuje się do mocno wyeksploatowanego w sztuce zachodniej, pochodzącego z Księgi Koheleta ustępu „Marność nad marnościami, wszystko marność”, autorom udało się stworzyć własną, jedyną w swoim rodzaju interpretację biblijnej maksymy. Wszystko dzięki niezwykle zmyślnemu połączeniu warstwy wizualnej ze ścieżką dźwiękową. W prezentowane na ekranie obrazy od początku wpisana jest pewna ambiwalencja. Wykonane w dalekich planach, prezentujące to samo miejsce ujęcia zdają się sugerować niezmienność sytuacji. Wrażenie to wzmacnia fakt, iż są dość długie i łączone za pomocą łagodnych, płynnych cięć montażowych. Tak naprawdę jednak nieubłagalny upływ czasu odciska swój ślad na tym, co rejestruje kamera. Stopniowo na poszczególnych rekwizytach pojawiają się kolejne oznaki przemijania, jak chociażby zabrudzenia wokół drzwiczek w piecu. Oczywiście najbardziej zmienia się główna bohaterka, która z młodej dziewczyny staje się dojrzałą kobietą a następnie staruszką. Fizycznej transformacji postaci towarzyszy rozwój wewnętrzny. Od początkowej tęsknoty za czymś, co umknęło, przechodzimy do fazy buntu, znajdującej swój wyraz w dążeniu bohaterki do opisania własnego doświadczenia, by na koniec kontemplować szlachetny stan pogodzenia z losem. Z tym niezwykle pojemnym znaczeniowo, bazującym na różnorakich niuansach wymiarem wizualnym filmu współgra równie znacząca ścieżka dźwiękowa. Miarowy odgłos tykającego zegara, stanowiący bezpośrednie odwołanie do malarskiej symboliki motywu vanitas, z jednej strony potęguje zawarty w obrazach stan zawieszenia, z drugiej jednak bezwzględnie przypomina o mijającym czasie. I choć bohaterka stara się go zagłuszyć za pomocą stukotu maszyny do pisania (faza buntu), to jednak nie jest w stanie oprzeć się jego przemożnej sile. Gdy w pewnym momencie zegar milknie, bohaterka niejako wbrew sobie wstaje od maszyny, by na nowo uruchomić mechanizm. Na poziomie dźwiękowym zbudowana zostaje także klamra kompozycyjna, na którą składają się powtórzone na początku i na końcu filmu odgłosy dzwonka roweru i trzaskających drzwi. Te dwa ulotne, zdawałoby się nieistotne w pierwszym momencie dźwięki, urastają ostatecznie do rangi symbolu. Czas mija, ściera z powierzchni wszystko co materialne (eksplikacją tego jest ostatnie ujęcie, gdzie w oparciu o chwyt przenikania usuwa się z kadru kolejne rekwizyty), jedyne co mu się opiera to ulotne chwile, których ekwiwalenty odkrywamy w innych sytuacjach.

Baza azylu
Film dokumentalny musi mieć dobrego bohatera. Bez niego trud rejestracji rzeczywistości, taką, jaką ona jest, traci sens. Twórca obrazu Baza azylu z pewnością zdaje sobie sprawę z tej prostej zasady. Od początku mamy pewność, że wybór bohatera filmu nie był dziełem przypadku, że reżyser miał jakiś konkretny powód, dla którego postanowił przybliżyć nam świat właśnie tego człowieka. Co jednak najważniejsze to przekonanie utrzymuje się w nas do ostatnich sekund projekcji. I tu spełniona zostaje przez twórcę druga zasada dobrego filmu dokumentalnego, zgodnie z którą wiedzę docierającą do widza należy odpowiednio dawkować, tak, aby nieustannie pozostawał on w stanie zaciekawienia i niepewności. Już sam fakt spełnienia tych dwóch kluczowych warunków znamionuje twórcę wielkiego kalibru. Ale w tym filmie jest coś jeszcze. Otóż od pierwszych minut reżyser w niezwykle sprawny sposób balansuje pomiędzy rejestracją a inscenizacją. Najpierw robi to wprost, zestawiając sceny stricte dokumentalne z ujęciami kreacyjnymi, prezentującymi przedstawienie teatralne. Później jednak sprawa się komplikuje. Jest w tym filmie wiele scen, kiedy widz zastanawia się, czy ma do czynienia z rejestracją czy inscenizacją. Tym samym pojawia się podstawowy problem filmu: co jest prawdą w sensie obiektywnym, a co jedynie zmyśleniem bohatera. A może wszystko jest jedną wielką fikcją?

Ostatnia wyspa
Trudno określić, jakie konwencje gatunkowe realizuje ten film. Biorąc pod uwagę jego niezwykłe walory wizualne, na czele z płynnymi ruchami kamery, gęstą kompozycją kadru oraz ujmującymi rozwiązaniami świetlnymi (osiągnięcie wszystkich tych efektów za pomocą grafiki komputerowej, gdzie świat przedstawiony tworzy się od podstaw, z pewnością musiało być niezwykle czasochłonne), wskazać należałoby na filmową impresję. Ale taka jednostronna klasyfikacja zupełnie pomija znaczeniowy potencjał dzieła. A to właśnie on sprawia, iż film Ostatnia wyspa jest czymś więcej aniżeli zbiorem ładnych obrazków. Zestawiane ze sobą z wielkim wyczuciem oraz pomysłowością cytaty z arcydzieł sztuki światowej sprawiają, iż nie tylko go oglądamy, ale także czytamy. Ten film to tak naprawdę esej albo, ujmując rzecz jeszcze bardziej trafnie, wielki traktat o naszej kulturze (rzecz jasna tej wysokiej), która pod naporem kultury masowej znajduje swój azyl na owej tytułowej ostatniej wyspie szczęśliwości. W rezultacie w filmie tym nieustannie pobrzmiewa kompozycyjny dysonans. Piękno obrazu zachwyca, jednak przebijający przezeń sens skłania do dość ponurych refleksji.

Ludzie ze stali

W tym dość prostym na poziomie formalnym filmie (zrealizowany jest niczym telewizyjny reportaż) ujmują trzy rzeczy. Przede wszystkim widać, że twórcy udało się nawiązać kontakt z bohaterami, a nawet wejść z nimi w bliskie relacje. Świadectwem tego jest swoboda, z jaką prezentowani pracownicy złomowiska rozmawiają i zachowują się w obecności rejestrującej wszystko kamery. Z pewnością wejście w tak specyficzny świat oraz zaaklimatyzowanie się w nim musiało być trudnym i długotrwałym procesem. Drugim atutem tego filmu są sami bohaterowie. Pomimo ciężkiej pracy, którą wykonują, a także licznych problemów życiowych nie popadają w cierpiętniczy ton, wręcz przeciwnie pogodnie przyjmują trud życia, stawiając mu mężnie czoła. I właśnie dlatego w pełni zasługują na użyte w tytule określenie „ludzie ze stali”. Ale aby stworzyć takie pozytywne portrety filmowe, potrzeba dużego talentu i wyczucia. I tu wychodzi na jaw trzecia mocna strona filmu: odpowiednie podejście do tematu oraz nastawienie do bohaterów. Przy realizacji tego rodzaju filmu łatwo popaść w ton moralizatorski albo uciec się do sztampowej publicystyki. Na szczęście dzięki temu, że autor od początku darzy swych bohaterów ciepłymi uczuciami, w ostatecznym rozrachunku oglądamy pogłębiony psychologicznie film z dość intymną atmosferą pewnego zamkniętego, małego światka.

Glista Lucka
Dosadna satyra o zacięciu publicystycznym. Siła filmu tkwi w obrazie. Gruba, mocna kreska, za pomocą której przedstawiono bohaterów, skontrastowana zostaje z abstrakcyjnym tłem w postaci stron z codziennej prasy. Nadaje to warstwie wizualnej przejrzystości, a jednocześnie współgra z tematem filmu.

Wstompienie
Koncentrując się na samej historii (a raczej historyjce), film ten uznać można za niezobowiązujący żart. Jednak jego kompozycja, w której tyle samo czasu ile część główna zajmują tzw. making-ofs, sugeruje, iż mamy tu do czynienia z krytycznym komentarzem na temat lubującego się w zdradzaniu produkcyjnych sekretów kina hollywoodzkiego.

44
Solidnie zrealizowane kino obyczajowe z komediową nutką. Dobre dialogi, sprawnie poprowadzeni aktorzy, stylistyczna prostota w dobrym tego słowa znaczeniu.

Boo
Ten krótki utwór urzeka swoją szlachetną formą, przekonującym przekazem filmowej, wycinankowej animacji.

Przypomnijmy w dniach 21 i 22 listopada bieżącego roku odbyły się w Miejskim Centrum Kultury w Bełchatowie pokazy konkursowe VIII Festiwalu Filmowego „NAKRĘCENI”. Zaprezentowane obrazy oceniało Jury, w którym zasiadali członkowie Stowarzyszenia Twórców Filmu i Sztuk Wizualnych Ars Visa: Józef Romasz, Jacek Schmidt oraz Krzysztof Jajko.

Jednym z priorytetów Stowarzyszenia Ars Visa jest popularyzacja oraz promocja filmu polskiego, zarówno profesjonalnego, jak i amatorskiego. Ponieważ nagrodzone i wyróżnione na Festiwalu filmy stały na bardzo wysokim poziomie, Jury stwierdziło, iż grzechem byłoby ograniczyć się wyłącznie do ich projekcji w ramach Festiwalu. W porozumieniu z organizatorami imprezy oraz autorami filmów Stowarzyszenie zadecydowało o organizacji cyklu pofestiwalowych projekcji, które odbywać się będą w różnych miastach i miejscowościach. Mamy nadzieję, iż w ten sposób uda nam się dotrzeć do jak najszerszej widowni. Choć festiwalowe laury są niezwykle ważne, to jednak nie ulega wątpliwości, że największą nagrodą dla filmu i jego twórców jest zainteresowanie publiczności. Film dopiero wówczas stanowi pełne, domknięte dzieło, gdy zostanie obejrzany przez widza.

 

Oryginalny wpis: Dotfilm.tv Podcast #1 Ars Visa i WFO w Kinie Polonia